Ks. Piotr Pawlukiewicz : "Nieudane małżeństwo." - kazanie.




Ks. Piotr Pawlukiewicz : "Nieudane małżeństwo." - kazanie.




Odsłon: 87244 | Ocena: 1253 | Czas: 28m 59s |


Szukaj




Dyskusja:


Ks. Piotr Pawlukiewicz : "Nieudane małżeństwo." - kazanie. No nono godzinami można słuchać tego wspaniałego Kapłana.... Mistrz Bożego Słowa
Mam takie generale odczucie, że mimo tych 'nowoczesnych' kaznodziei, to religia próbuje za wszelką cenę zmuszać kobiety do trwania w związkach, w których nie ma partnerstwa, w których trzeba nieść krzyż (a.k.a. męża). Nie słychać o tym, żeby zachęcać kobiety do szczęśliwego życia, nawet solo, ale bez tyrana, życia szczęśliwego dla dzieci i przede wszystkim bezpiecznego życia. Mam wrażenie że dużo osób straciło życie, bo bały się odejść, bo co ludzie powiedzą. I tu już nie ma obrony życia. Ahh...
Od ponad roku wzrastam w chrześcijaństwie... oddalam życie Jezusowi... Duch Święty prowadzi mnie i stałam się bardzo bezpośrednia, pewna siebie... z miłością jestem w stanie zwracać uwagę... dziękuję Ci Jezu za każdy dzień... Chwała Jezusowi...
Ja przyznaję się do tchórzostwa o którym mówi Ksiądz. I wiem, że to jest źle. To prawda, że łamanie przysięgi małżeńskiej jest bardzo częste i nikt nie powie temu, który łamie przysięgę, że źle robi a wręcz przeciwnie mówią "po co się męczyć" "wypaliło się uczucie", itp. a jeśli za tym stoi czyjś wielki ból, zawód, odtrącenie - to kogo to obchodzi - NAJWAŻNIEJSZE ŻEBY MI BYŁO DOBRZE
Słucham ojca Piotra i boli mnie to co mówi w tym kazaniu. Założenie przyjęte przez ojca Piotra jest takie - rozwiedli się bo się sobą znudzili, bo "wymienił na młodszy model" itp.
A co, jeśli ten sakrament, zawarty w kościele, przy organach i fanfarach był dla Boga nieważny? A ci, jeśli jedna ze stron, a być może oboje, nie dorośli do małżeństwa i to ich TAK w kościele nie było wypowiedziane z miłości, tylko z zupełnie innych powodów? Kto daje nam prawo oceny? Dlaczego ja mam oceniać swojego przyjaciela z mojej perspektywy jeśli nie siedzę w duszy ani jego ani tym bardziej jego żony? Przecież kościół przyznaje, że małżeństwo zawarte bez miłości jest od początku nieważne, można to nawet uzyskać na piśmie po przeprowadzeniu bardzo długiego i bardzo kosztownego procesu przed sądem kościelnym. Dlaczego ksiądz Pawlukiewicz wrzuca wszystkich rozwodników do jednego worka i ich potępia?
Uważam, że tak jak po świecie chodziło i chodzi wiele osób świętych w oczach Boga, tak samo funkcjonuje wiele małżeństw, które są nieważne odpoczatku w oczach Boga, choć my o tym nie wiemy.
Dlatego zostawmy Bogu osądzenie życia każdego człowieka, każdego z nas i żyjmy tak, aby się wytłumaczyć ze swojego życia przed Bogiem a nie przed ludźmi.
Popłakałam się, uśmiałam też. Prawdziwe. Ale jutro już nie będę pamiętała...
Bardzo trudno jest młodemu człowiekowi stającemu przed ołtarzem zrozumieć to co mówi do niego doświadczony ksiądz,mama,tata-młodzi wiedzą lepiej-nikt ich nie będzie uświadamiał-są pełnoletni,wg nich dojrzale podejmują decyzje,ale... to się z czasem zmienia,dojrzewają życiowo i już nie Beata,Halinka,Grześ są lepsi niż żona czy mąż-tylko droga do tych odepchniętych zamknięta-nie wchodzi się do tej samej rzeki
Bóg zapłac za wspaniałego księdza, za jego piękne kazania
Cześć , niestety ale 100% racji , proszę księdza dobrze prawisz
SERDECZNE BÓG ZAPŁAĆ.
SZCZĘŚĆ BOŻE WSZYSTKIM TU SŁUCHAJĄCYM 🕊💙
Piękne słowa.... Renata))))
Przysięga małżeńska jest nieporozumieniem i robi mętlik w głowie ludziom wierzącym i skazuje ludzi rozwiedzionych na nieuzasadnione męczeństwo i zakazuje bycia szczęśliwym i czy wasz Bóg tego chcę????.....ludzie mają charaktery które nasz życie prowadzą z miłości do nienawiści i dochodzi do rozwodu który jest niekiedy konieczny i poprzez idiotyczna przysięgę osoba rozwiedziona musi być wierna do końca życia terroryście rodzinnemu,katowi ,bandycie czy zboczeńcowi bo przysięga tak mówi??!!! Musi taką osoba unikać innego uczucia,musi uciekać przed kimś kto chce dać szczęście i szacunek bo przysięga nie pozwala,robi z ludzi pokutników w imię czego tak naprawdę??
Bóg dał mi interpretację.

Otóż, uczniowie Jezusa chcieli niejako, być w tej przypowieści , jakby najlepszymi z najlepszych, top święci. A Jezus słusznie im odrzekł że nie mają pojęcia o co proszą, gdyż takie miano mogą mieć najświętsi z najświętszych. Załóżmy Faustyna Kowalska np. I dalej, tłumaczy im: nie wiecie o co prosicie-czyli , nie macie pojęcia jaka jest przepaść między waszą duszą a duszą mega wybitnie świętą, która całym życiem swoim jakie ma, umiera dla Chrystusa, nic dla siebie nie bierze, tylko wszystko oddaje Jezusowi.
Tak jakby chciał im powiedzieć, że świętość tej rangi jest wybitnie, bosko trudna... Gdyż wymaga zrzekania się całego swojego życia, w każdym aspekcie, w każdym wymiarze, w każdej myśli i w każdym uczynku. Totalny Boski perfekt, tylko teoretycznie możliwy dla ludzi , i nawet nie możliwy....

Widzę tu postawę wielu wiernych chętnych do bycia najlepszymi w gronie uczniów Jezusa. A Jezus mówi im o kielichu (cierpieniu) który winno się przyjąć, a jednocześnie wykracza poza ludzie możliwości. Tym samym nakierowuje ich i nas , w jakim kluczu mamy się zbliżać do Boga, ukierunkowując naszą pracę na dobry tor.
Rozumiecie o co mi chodzi? Tylko tak potrafię przedstawić to co czuję.
MOZE MILENKA MILKA WIEWIÓRKA ŁADNA...
Oczekiwalam jakichs tresci, które pomoga cos zrobic z nieudanym małżeństwem...zawiodlam się. Prawdy oczywiste, stwierdzanie faktow nic nie zmieniają. A ludzie nie moga ze soba zyc w malzenstwie nie tylko z powodu zdrad. Kazanie w niczym mi nie pomoglo u nic nie rozjasnilo.😞
Solą życia jest miłość, lubię tracić czas z Jezusem
Wspaniale kazanie
ile tak naprawde ,mamay wiare w nasze zycie ,wystarczy mala krytyka i juz jestemy obrazeni
Ks.Piotrze serdecznie dziekuje. Niech dobry Bog opiekuje sie Toba. Wladyslawa z Niemiec
Przesłuchałam połowę i szczerze mówiąc słowa mnie bolą bo ktoś kto nie zaznał goryczy upadku robi wykłady jak wstać. MAŁŻEŃSTWO TO NIE KAPŁAŃSTWO gdzie wszystko zależy od samego zainteresowanego. Jeden z małżonków może być świętym, i tak skończy się to tragedią, jeśli drugi będzie diabłem... Niektórym się wydaje, że rozwody są głównie z takich powodów jak te, które są lansowane u gwiazd hollywoodu: tj. miłość ustała/mam nowego/ą. A to jest bzdura... Statystyki też niewiele powiedzą, bo mało kto lubi przed sądem prać brudy. Oficjalnie jestem rozwódką z powodu "niespójności charakterów" - nieoficjalnie byłam ofiarą przemocy domowej, gdy zaczęło być zagrożone już nie tylko moje życie uciekłam. Przed ślubem wszystko cacy- po ślubie z mojego małżonka wyszedł prawdziwy demon, ujawniły się sprawy, które zataił: nie było dnia bez kłótni lub poniżania, miesiąca bez szturchaniny, roku bez jego skoku w bok (głównie internetowego). Nie jestem z tego dumna, że jestem po rozwodzie, ale rodzina, którą teraz tworzę z kimś innym ma wiele więcej cech świętości niż to moje małżeństwo z człowiekiem, który wykorzystał moją wiarę do szantażowania mnie i zrobił to z pełną premedytacją ("ode mnie nie odejdziesz, bo będziesz potępiona"! - powiedział zaraz po ślubie i powtarzał zawsze, gdy tylko chciałam odejść z powodu bicia, znikania z domu... i te pe). Znam kilkunastu innych rozwodników/rozwodniczek, i TYLKO JEDEN przypadek gdzie małżeństwo rozpadło się z powodu wygaśnięcia miłości (i co ciekawe TYLKO ta para żałuje, że się rozwiodła). Każdego dnia przepraszam Boga za rozwód jednocześnie dziękując Mu, że dał mi odejść od mojego oprawcy.